Kiedy 1 września 1939 roku wybuchła II wojna światowa, do walki z najeźdźcami stanęła blisko milionowa polska armia. Zarówno wśród żołnierzy zawodowych, jak i zmobilizowanych rezerwistów oraz ochotników znalazło się wielu sportowców. Najwyższą cenę za patriotyczną postawę zapłaciło ponad 150 z nich, w tym również olimpijczycy.

             Walczyli i ginęli oni we wszystkich regionach pogrążającego się w wojennej zawierusze kraju – od Bałtyku, przez pola największej bitwy kampanii wrześniowej, nad Bzurą i obronę Warszawy, po południowo-wschodnie kresy II Rzeczypospolitej.

            Bodaj najsłynniejszymi z olimpijczyków poległych w wojnie obronnej1939 roku byli szermierze, brązowi medaliści drużynowych turniejów szablistów z Amsterdamu i Los Angeles – Aleksander Małecki i Leszek Lubicz-Nycz.

            Paradoksalnie to młodszy z nich, Małecki (ur. 1901), szybciej znalazł się w krajowej czołówce fechmistrzów i narodowej reprezentacji. Choć jego sportowa kariera trwała dość krótko, zdążył wywalczyć po dwa tytuły mistrza (1924, 1928) i wicemistrza (1925, 1926) Polski w szpadzie, wszystkie w barwach AZS Kraków.

Na igrzyskach w Paryżu (1924) i Amsterdamie (1928) startował jednak w szabli. Debiut olimpijski we Francji nie wypadł okazale, ale już w Holandii Małecki przyczynił się do zdobycia pierwszego w historii polskiej szermierki medalu, brązu w rywalizacji drużynowej. Odniósł w sumie sześć zwycięstw, aż trzy z nich w spotkaniu z Niemcami, decydującym o miejscu na podium. Wkrótce po igrzyskach – w powszechnej opinii przedwcześnie – pożegnał się z planszą i zajął się gospodarowaniem w rodzinnym majątku w okolicach Zbaraża.

            Po wybuchu wojny został zmobilizowany jako porucznik rezerwy Korpusu Ochrony Pogranicza. Nie było to jego pierwsze wojenne doświadczenie. Jeszcze przed 18. urodzinami wsławił się w obronie Lwowa jako jedno z legendarnych Orląt (1918), a w 1920 roku także w wojnie z bolszewikami. Mimo niewielkiego jeszcze doświadczenia, z walk wyszedł bez szwanku. Niestety, dwie dekady później nie miał już tyle żołnierskiego szczęścia. Zginął najprawdopodobniej podczas próby przedarcia się na Węgry.

Dwa lata starszy Lubicz-Nycz (ur. 1899) wojskowe szlify zdobywał podczas I wojny światowej w Legionach, a za postawę podczas wojny 1920 roku odznaczono go dwukrotnie Krzyżem Virtuti Militari (IV i V kl.). W II RP kontynuował karierę wojskową, ale ukończył również kurs wychowania fizycznego w poznańskiej Centralnej Wyższej Szkole Gimnastyki i Sportu. Pracował tam później jako instruktor (podobnie jak w wileńskim Ośrodku Wychowania Fizycznego i warszawskim Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego).

Fechtunku nauczył się w wojsku, ale wyczynowej szermierce, szabli, poświęcił się w połowie lat 20. Największe sukcesy święcił w kolejnej dekadzie. Na igrzyskach w Los Angeles (1932) w turnieju drużynowym wywalczył brązowy medal, w indywidualnym dotarł do półfinału. Na najniższym stopniu podium stawał w rywalizacji drużynowej także na mistrzostwach Europy (1930, 1934), a indywidualnie dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Polski (1931, 1934), jako zawodnik Legii Warszawa i AZS Poznań.

            We Wrześniu dowodził dywizjonem artylerii lekkiej w 14. Wielkopolskiej Dywizji Piechoty („Armia Poznań”) w bitwie nad Bzurą, a następnie przez Puszczę Kampinoską chciał przedrzeć się do walczącej jeszcze Warszawy. 22 września, w okolicach wsi Buraków, wraz z grupą ok. 35 żołnierzy trafił na niemiecki opór. „Mjr Nycz podjechał konno pod wał wiślany, gdzie ja znajdowałem się z rannymi” – relacjonował kpt. Adam Soja, lekarz 11. dywizjonu artylerii konnej” na łamach Stolicy (nr 39/1979). „Opowiedział mi o sytuacji i powiada: <<jedyna możliwość przedarcia się jest pod wałem wiślanym do lasu Burakowa, tutaj mamy osłonę z drzew i zarośli. Wolnej i gołej przestrzeni, zupełnie nieosłoniętej, mamy około 150 m – uda się to dobrze, a nie, to trudno>> i prosto zaraz pojechał pierwszy (...). Jechaliśmy pod wałem wiślanym z Łomianek do lasu Burakowa. Przestrzeń – jakie 150 m – była równa jak stół i zupełnie pusta, bez choćby jednego drzewka, bez żadnego szuwaru tak, iż z Łomianek Górnych, skąd prażyli do nas Niemcy z kilku karabinów maszynowych, przedstawialiśmy cel wymarzony. Ja w końcu, patrzę, a dopędzam majora, reszta wszystko leży na ziemi, tak konie, jak i ludzie, albo stoją jakby urzeczeni, bez ruchu. Koń majora widocznie ranny, bo niby leci, a nic mu nie ubywa drogi, wreszcie tak koń jak i major padają”. Leszek Lubicz-Nycz, pośmiertnie awansowany do stopnia podpułkownika, spoczywa na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

            We wrześniowych walkach zginęli również inni olimpijczycy – strzelec Jan Wrzosek (03.09, Złoty Potok), bokser Czesław Cyraniak (12.09, Mąkolice – bitwa nad Bzurą), dziesięcioboista Antoni Cejzik (12.09, Zaborów), bobsleista Jerzy Łucki (18.09, Kuty), biegacz Józef Jaworski (19.09, Gdynia-Oksywie) oraz tyczkarz Stefan Adamczak (data nieznana, Katowice). Niestety, klęska kampanii wrześniowej była dopiero początkiem dramatu. Nazwiska sportowców, którzy bohatersko walczyli za ojczyznę, znajdujemy na listach ofiar zbrodni katyńskiej, Powstania Warszawskiego, obozów zagłady, okupacji niemieckiej i sowieckiej oraz walk na wszystkich niemal frontach tej wojny...