Widok uprawiającej sport kobiety jest dziś czymś normalnym i oczywistym. Panie żyją nie mniej aktywnie od mężczyzn i nie ma już praktycznie dyscyplin, w których by się nie realizowały. Przed laty było zupełnie inaczej, sport był domeną mężczyzn, a damom nie uchodziło – w opinii wielu – zajmować się ćwiczeniami fizycznymi. Zmiany przyniósł okres międzywojenny. Dokładnie 93 lata temu, 1 października 1922 roku, kobiety po raz pierwszy wzięły udział w lekkoatletycznych mistrzostwach Polski.

„Królowa sportu” była jedną z najpopularniejszych i najchętniej uprawianych dyscyplin II Rzeczypospolitej, a PZLA – pierwszym powstałym oficjalnie związkiem. W dwóch pierwszych edycjach krajowych mistrzostw (1920, 1921) udział brali jedynie mężczyźni. W 1922 roku było już inaczej. „Przegląd Sportowy” (nr 39/1922) zapowiadał: „Prócz zawodów dla mężczyzn, po raz pierwszy w Polsce rozegrane zostaną obecnie lekkoatletyczne mistrzostwa kobiece. Za przykładem bowiem Lwowa poszedł już Poznań, a ostatnio Warszawa, które to miasta już od paru miesięcy posiadają po kilkanaście pionierek w lekkiej atletyce. Jakkolwiek pewnem jest, że wyniki osiągnięte przez nasze panie b. dalekie będą od rekordów światowych i że dłużej trenowane lwowianki zdobędą prawdopodobnie wszystkie pierwsze miejsca, temniemniej panie warszawskie dla celów propagandystycznych z chęcią zgodziły się w mistrzostwach wziąć udział, za co należy im się uznanie. Program zawodów kobiecych wypełnią biegi 60 i 4 x 50 m. oraz skoki w wyż i w dal z rozbiegiem”.

Panie pojawiły się na starcie drugiego dnia zawodów i rywalizowały w czterech konkurencjach – biegu na 60 m i sztafetowym 4 x 50 m, a także skokach w dal i wzwyż. Dominowały zawodniczki Pogoni Lwów, które okazały się lepsze od rywalek ze stolicy i Poznania. Zaimponowała przede wszystkim Bronisława Szmendziukówna, która zwyciężyła w biegu na 60 m (z rekordem kraju 8,7 sek.), skoku w dal (3,93 m) i – wraz z koleżankami – w sztafecie 4 x 50 m. Do niespodzianki doszło natomiast w konkursie skoku wzwyż, który na podium zakończyły wyłącznie warszawianki, a wygrała Barbara Pawska z AZS.

W relacji „Sportu” lwowskiego pisano: „Nasze miłe kobietki wykazały tyle zapału, tyle chęci i tyle umiłowania uprawianych przez siebie sportów, żeśmy patrzyli na nie z prawdziwym zachwytem. Tego nie widzieliśmy u mężczyzn, którzy jak mogli, wymawiali się od startu, a jeśli już brali udział w jakiejś konkurencji, to zadowalali się byle jakim rezultatem.(...) Panie zadowoliły przede wszystkiem swoją wytrzymałością, oraz jako propagatorki tak pięknej gałęzi sportu, jaką jest lekkoatletyka. I one nie uzyskały rezultatów nadzwyczajnych, im się jednak nie dziwmy, gdyż dla nich zawody publiczne, to jeszcze nowość. W każdym jednak razie wykazują one duży zapał do pracy, a to już wiele znaczy. Niezłym już stylem, jakoteż formą rozporządzają Lwowianki, z których p-na Szmendziukówna wybija się na czoło. Warszawianki stanowią jeszcze materiał niewyrobiony, świeży, który dopiero przez dłuższe treningi uzyska zalety swoich kresowych koleżanek”.

Swoimi spostrzeżeniami podzielił z czytelnikami „Sportu” również mistrz kraju w rzutach oszczepem i dyskiem, późniejszy chorąży reprezentacji Polski podczas olimpijskiego debiutu w Paryżu (1924), Sławosz Szydłowski. „Zawody Pań przyniosły zasłużone zwycięstwo Lwowowi. Pierwsze to dopiero kroki na tem polu, więc trudno krytykować i można jedynie mówić o materjale; Warszawa posiada znakomity i o ile będzie racjonalnie pracował w roku przyszłym, osiągnie zwycięstwo nad Lwowem, jakkolwiek znając Lwowianki, śmię twierdzić, że nie łatwo pozwolą sobie wyrwać palmę pierwszeństwa. Pierwsze kroki na tem polu na wzór zagranicy dzięki naszej płci pięknej postawione. Teraz praca, jeszcze raz praca... a Polki pokażą, że nie stoją na poślednim miejscu w kulturze fizycznej na arenie zawodnictwa światowego”.

            Prognoza Szydłowskiego okazała się prorocza. Kiedy na igrzyskach olimpijskich w Amsterdamie (1928) kobiety po raz pierwszy dopuszczono do startu w konkurencjach lekkoatletycznych, Halina Konopacka wywalczyła historyczne złoto dla biało-czerwonych barw. Przed II wojną światową na olimpijskim podium stawały także inne lekkoatletki – sprinterka Stanisława Walasiewicz (złoto, 1932; srebro 1936), dyskobolka Jadwiga Wajsówna (brąz, 1932; srebro, 1936) oraz oszczepniczka Maria Kwaśniewska (brąz, 1936). Dorobek mężczyzn – „tylko” złoto Janusza Kusocińskiego z 1932 roku – wygląda na tym tle znacznie skromniej.

We wszystkich cytatach zachowano pisownię oryginalną.