Roman Sadowski przeszedł do historii jako twórca legendarnej audycji radiowej Podwieczorek przy mikrofonie i autor tekstów piosenek, z których kilka zostało prawdziwymi szlagierami. Niewielu dziś pamięta, że był on również dobrze zapowiadającym się poetą, dla którego tematyka sportowa była ważną częścią twórczości. Niestety, opresyjna polityka państwa zmusiła tego wrażliwego człowieka do szukania innych dróg artystycznej ekspresji. Zmarł 36 lat temu, 2 listopada 1979 roku.

Roman Sadowski (rocznik 1914) ukończył Gimnazjum im. Jakuba Jasińskiego, zdając w 1935 r. egzamin maturalny. Po służbie wojskowej rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, których – ze względu na złą sytuacje materialną – nie ukończył. Ogłaszał wiersze i artykuły w prasie. Był długoletnim współpracownikiem tygodnika „Na szerokim świecie”. Gdy wybuchła wojna, brał udział w Kampanii Wrześniowej, uczestniczył w obronie Warszawy. Był żołnierzem Związku Walki Młodych i Armii Krajowej. Walczył w Powstaniu Warszawskim.

Julia Brystigerowa wkracza do akcji

30 stycznia 1945 r. Sadowski podjął pracę w Polskim Radiu na stanowisku kierownika redakcji poezji w Dziale Literacko-Teatralnym. Kilka miesięcy później, 11 lat po debiucie prasowym, wydał tomik poetycki pt. Życie – naprzeciw. Była to jedna z pierwszych książek wydrukowanych w oswobodzonej od niemieckiego okupanta Warszawie. Na okładce umieścił cytat z przemówienia Stanisława Mikołajczyka: Bohaterowie Warszawy umieli walczyć, Bohaterowie Warszawy będą umieli żyć dla Polski. Sadowski jednoznacznie opowiedział się po stronie przeciwników narzuconego Polsce porządku jałtańskiego. Miał głęboką nadzieje, że przeciwwagą dla rosnącej w siłę PPR może być ruch katolicko-narodowy, oparty na zasadach chrześcijańskiej nauki społecznej Kościoła. W 1946 r. podjął współpracę z grupą poetów katolickich skupionych w organizacji „Próg”. Jej nieformalnym przywódcą był ostatni Delegat Rządu na Kraj, poeta, filozof i działacz harcerski Jerzy Braun, autor popularnej pieśni skautowskiej Płonie ognisko w lesie. Członkowie „Progu” postulowali konieczność całkowitego przeniknięcia życia społecznego ewangelicznymi ideami etycznymi. Początkowo drukowali na łamach „Odnowy”, pisma Stronnictwa Pracy, a po jego likwidacji związali się z katolickim „Tygodnikiem Warszawskim” redagowanym przez szambelana papieskiego, ks. Zygmunta Kaczyńskiego.

W pierwszej połowie 1947 r. Sadowski ogłosił drugi zbiór poetycki pt. Na krawędzi. Wydanie tomiku wsparł finansowo prymas Polski, kardynał August Hlond. W okresie narastającego terroru stalinowskiego tak bliskie związki z hierarchią kościelną były niezwykle ryzykowne. Choć Sadowski wykazywał się dużą odwagą cywilną, coraz częściej zmuszany był do kompromisów. Obawiając się utraty pracy w Polskim Radiu, która była ukoronowaniem jego młodzieńczych marzeń, postanowił wstąpić w szeregi PPS. Krok ten najprawdopodobniej uratował go przed długoletnim więzieniem. Wkrótce „Tygodnik Warszawski”, z którym współpracował, został zlikwidowany, a działający w jego orbicie dziennikarze i poeci – uwięzieni. Stała za tym wszystkim Julia Brystigerowa – dyrektor departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, która ze względu na stosowanie bestialskich metod w śledztwie zyskała złowrogi przydomek „Krwawa Luna”. W instrukcji dla swoich podwładnych pisała: Należy wytworzyć taki system nacisków i terroru, aby przedstawiciele inteligencji nie ważyli się być czynni politycznie.

W pokazowym procesie zapadły drakońskie wyroki. Ks. Zygmunt Kaczyński, pomimo protestów Stolicy Apostolskiej, skazany został na dziesięć lat więzienia pod zarzutem próby zmiany przemocą ustroju państwa. Zmarł w areszcie w czasie odbywania wyroku. Jerzy Braun skazany został na dożywocie. W wiezieniu był torturowany – wybito mu wszystkie zęby i lewe oko. Wiesław Chrzanowski, późniejszy marszałek sejmu III RP, skazany został na osiem lat więzienia. Wszystkie te osoby w okresie „odwilży” zostały zrehabilitowane. Sadowski cudem uniknął represji. Obawiając się o swoje życie, zaprzestał jakiejkolwiek działalności politycznej. W 1948 r., w przeddzień tych dramatycznych wydarzeń, wydał swoją ostatnią książkę, którą w całości poświęcił tematyce sportowej.

Rzut oszczepem na olimpijskim konkursie

Tomik pt. Rzut oszczepem napisał Sadowski z myślą o konkursie ogłoszonym przez PKOl z okazji zbliżających się IO w Londynie. Praca nad zbiorem zajęła mu zaledwie 21 dni. Rozpoczął ją 16 stycznia, by ostatnią zmianę w rękopisie wprowadzić 5 lutego. Dzięki poparciu ks. Prymasa książkę złożono i wydrukowano w Salezjańskiej Szkole Graficznej w Warszawie, przy ul. ks. Siemca 6 (obecnie ul. Wiślana), w nakładzie 1200 egz., na papierze ilustracyjnym. Tomik opracował graficznie towarzysz broni Sadowskiego z powstańczych walk na Starym Mieście, Andrzej Rudziński, późniejszy profesor ASP w Warszawie. Tom składał się z 17 utworów podzielonych na trzy części. Pierwszą otwierała Inwokacja, a po niej następowały wiersze: Przed defiladą, Defilada i Przysięga. Część drugą zaczynał wiersz Początek igrzysk. Kolejne utwory to poetycki opis ośmiu konkurencji sportowych: Rzut oszczepem, Skok wzwyż, Rzut dyskiem, 60 m, 100 m, Skok z trampoliny, Wyścig kolarski i 1500 m. Część trzecia składała się z wierszy: Kusociński, Maraton, Atleci i Zamknięcie. Wszystkie utwory bez wyjątku napisane były strofą dziewięciozgłoskową, co sugerowało zauroczenie poety metryką Kwiatów Polskich. Julian Tuwim był dla Sadowskiego twórcą wyjątkowo ważnym. Jego dyskretny wpływ odnaleźć można, zarówno w dorobku poetyckim, jak i estradowym autora Rzutu oszczepem. Szczególne wrażenie na odbiorcach czynił tytułowy wiersz zbioru, w którym odcisnęły się ślady traumatycznych przeżyć wojennych poety.

PO RAZ ostatni dziś ujmuję,
po raz ostatni ważę w dłoni,
nie będę więcej brał do ręki
tej, która śmierć zadaje, broni.
Po raz ostatni czar pokusy
kładę troskliwe wzdłuż ramienia
i mierzę ostrzem w serce nieba -
słońcem rzeźbiony blok kamienia.
Cisza mi bije wielkie brawo,
stopy podrywa kruchym cieniem,
biegnę - wyrzucam oszczep z piersi -
by jak najdalej był ode mnie.

Start Sadowskiego w konkursie olimpijskim nie był przypadkowy. Jak zapewniał przyjaciel poety: „Sadowski, skakał, rzucał i pół życia spędził na boiskach i trybunach”. Wiadomo również, że z powodzeniem grał w piłkę nożną i koszykówkę.

PKOl był w owym czasie organizacją, na którą nie mieli jeszcze wpływu aktywiści partyjni. Jej prezes Alfred Loth był przedwojennym działaczem sportowym związanym niegdyś z obozem sanacyjnym. Tylko niezależnością polityczną Komitetu można tłumaczyć fakt, że Sadowski, wokół którego zaciskała się już pętla podejrzeń o niechęć do władz, mógł bez przeszkód wystartować w konkursie literackim i zająć w nim zaszczytne, drugie miejsce. Zwycięzcą ogłoszony został Jarosław Iwaszkiewicz za tomik „Ody olimpijskie”, który uzyskał w ten sposób prawo reprezentowania Polski na olimpijskim konkursie sztuki w Londynie. Zbiór Iwaszkiewicza otrzymał na Igrzyskach wyróżnienie.

Publikacja Sadowskiego była książką przemilczaną. Recenzenci najwyraźniej obawiali się napisania pochlebnej opinii na temat twórczości osoby będącej na celowniku władzy. Zmowę milczenia przełamał dopiero w styczniu 1949 r. publicysta krakowskiego „Przekroju” Leopold Tyrmand, który zachwycony poezją Sadowskiego pisał:

Wiersze są ślicznie i prawdziwe, gdyż po dojrzałym zgłębieniu owej dziedziny życia, zwanej sportem, napisał je człowiek, który w sporcie tkwił. Osiągnięcie artystyczne Sadowskiego polega na tym, że nie napisał o sporcie, lecz przetransponował sport na poezję, a więc odkrył przed czytelnikiem cały bezmiar piękna, zawierający się w wysiłku fizycznym i prawach gry. W poezji polskiej nie dokonał tego nikt przed nim, nawet Wierzyński.

Rok później władze partyjne usunęły Tyrmanda z redakcji „Przekroju” za napisaniu artykułu o turnieju bokserskim, w którym ośmielił się wytykać stronniczość radzieckich sędziów.

Zamiast zakończenia

Roman Sadowski całe życie zawodowe złączył z Polskim Radiem. Był współtwórcą wielu popularnych audycji cyklicznych, takich jak Przy sobocie po robocie, Zgaduj zgadula. Napisał teksty do kilkudziesięciu piosenek. Kilka z nich zyskało miano przeboju: Złoty pierścionek (wyk. Rena Rolska), Zawsze czeka ktoś (wyk. Anna Jantar), Gdzieś gdzie nie wiem (wyk. Anna German). W okresie realizmu socjalistycznego był autorem popularnej pieśni masowej o przodowniczce pracy pannie Jadzi, która uprawiała sport pt. Ojra ech (wyk. Mieczysław Fogg i chór Czejanda). Największą popularność przyniosła mu audycja Podwieczorek przy mikrofonie, emitowana co dwa tygodnie w pierwszym programie Polskiego Radia. Jej premiera miała miejsce w 1958 r. Na antenie utrzymywała się przeszło 40 lat. Realizował ją wspólnie z Jerzym Baranowskim. U boku Sadowskiego zyskali popularność jako satyrycy artyści tej miary, co Jacek Fedorowicz, Jonasz Kofta, Jerzy Ofierski (niezapomniany sołtys Kierdziołek), Jan Pietrzak, Tadeusz Ross, Zenon Wiktorczyk czy Marian Załucki. W 1968 r., po dwudziestu latach od opublikowania Rzutu oszczepem, Sadowski powrócił do tematyki sportowej. Jego utwór Litania do ziemi ojczystej otrzymał wyróżnienie na krajowym Konkursie Olimpijskim. W 1971 r. w kolejnej edycji tego konkursu zdobył pierwszą nagrodę za poemat Aleksikakos. Utwory te niestety nie ukazały się w formie osobnej publikacji książkowej.

Roman Sadowski zmarł w wieku 65 lat 2 listopada 1979 r. w Warszawie. Pochowany został na Cmentarzu Bródnowskim (kw. XVIII F rząd 6). Jego tomik pt. Rzut oszczepem znajduje się w zbiorach Biblioteki MSiT.

Piotr Banasiak