Moja przygoda z poezją Krzysztofa Zuchory zaczęła się w sposób tajemniczy. Dzięki zrządzeniu losu odkryłem dla siebie poetę znaczącego. Blisko dwadzieścia lat temu na konferencji zorganizowanej w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale znalazłem pozostawiony na stoliku przez roztargnionego prelegenta tomik pt. Noc blisko światła. Przeglądając tę niewielką książeczkę zwróciłem uwagę, że autor większość swoich utworów zamykał w kunsztownej formie sonetu. Bardzo mnie to zafrapowało. Jest to bowiem typ wiersza, którego korzenie sięgają przełomu średniowiecza i odrodzenia. Specyficzny układ rymów i strof wymaga od poety nieprzeciętnych umiejętności technicznych. Z tej nie łatwej próby Krzysztof Zuchora wyszedł obronną ręką. Jego sonety zachwyciły mnie od pierwszej lektury. Strofa, będąc „taktem a nie wędzidłem”, była mu posłuszna (tak, jak domagał się tego Słowacki). Na tle innych poetów współczesnych był kimś wyjątkowym. Bo dzisiaj wirtuozeria techniczna - sztuka rymowania, rytmizacji czy instrumentalizacji strofy odchodzi już w zapomnienie. Odszedł poeta mi bliski, którego miałem honor znać osobiście. Wspaniały liryk, wielki piewca sportu, niezrównany wirtuoz formy poetyckiej i wieloletni przyjaciel Muzeum Sportu i Turystyki. Całą nadzieję w tym, że poeci żyją po śmierci. Jak pisał Horacy: Non omnis moriar.
Piotr Banasiak
Więcej: https://www.warszawa.pl/na-smierc-poety-pamieci-krzysztofa-zuchory/
Audycja w RDC poświęcona Krzysztofowi Zuchorze: serwis RDC
zostanie po mnie
zostanie po mnie parę drzew
które sadziłem własną ręką
w gałęziach wiatru ptaków śpiew
niezabliźniona rana w sercu
zostanie po mnie parę słów
włożonych w prostą formę wiersza
żebym po latach trafić mógł
do tego skąd wyszedłem miejsca
zostanie po mnie biały krzyż
złożony z dwóch kawałków brzozy
ramiona uniesione wzwyż
krzyżują niebo na rozdrożu
nadciągnie zima spadnie śnieg
popędzi konie mroźna zamieć
zostanie po mnie parę drzew
wiersz opuszczony jak przystanek
Wiersz ze zbioru „Bliskość”
[Fotografia z blogu Okiem Jadwigi]











